Komentarze są wyłączone dla tego posta

Świadectwo Agata

Pochodzę z rodziny jak to się mówi wierzącej ale raczej nie praktykującej. Kiedy byłam mała czasem rodzice zabierali mnie z siostrą do kościoła ale nigdy Pan Bóg tak na prawdę nie odgrywał większej roli w naszym domu. W wieku 4 lat zachorowałam na ostrą białaczkę blastolimfatyczną a w następstwie na sepsę. Wywarło to bardzo duży wpływ na moją rodzinę no i na mnie. Bardzo długo nie rozumiałam dlaczego właśnie mnie to spotkało. Ze skutkami tej choroby żyję do dzisiaj i to nie tylko z psychicznymi ale też z fizycznymi. Jako nastolatce naprawdę trudno mi było zaakceptować trwałe ubytki w moim ciele spowodowane ropniami (które tworzyły się w czasie sepsy).
Moje nastawienie do Kościoła zaczęło się powoli zmieniać, kiedy siostra zaprowadziła mnie do kościoła do Dominikanów na Służewie, tam też w czasie studiów należałam do duszpasterstwa akademickiego jednak nie do końca potrafiłam się tam odnaleźć. W pewnym sensie przełomowa była dla mnie wizyta ojców Enrique i Antonello na Służewie bodajże w 2009 r. Ale ten przełom odkryłam dopiero na rekolekcjach REO. Ale po kolei.
Na mszach o uzdrowienie, które prowadzili ojcowie były oczywiście wielkie emocje i uniesienia ale ani nie miałam „zaśnięcia w Duchu Świętym” ani nie modliłam się językami. Pozornie nic się nie zmieniło.
A jednak…
Po wyjeździe ojców Enrique i Antonello zaczęłam regularnie chodzić w niedzielę do kościoła, po prostu zaczęłam odczuwać taką potrzebę. Na każdej mszy świętej płakałam i nie mogła się uspokoić. Jedyne o czym myślałam to kiedy będzie rozdawana Eucharystia. Nie potrafię opisać emocji jakie temu towarzyszyły. W tym czasie niestety nie spotkałam na swojej drodze nikogo kto by mi pomógł czy pokierował. Po wielkich emocjach przyszedł kryzys chociaż dalej odczuwałam dużą potrzebę chodzenia do kościoła. 
Tylko w Kościele potrafiłam się wyciszyć i usłyszeć swoje myśli – dalej tak jest. Bardzo często zdarzało się tak, że przychodziłam na mszę z konkretnym problemem i okazywało się, że słowo boże było jego rozwiązaniem. Dodatkowo niejako pogodziłam się z tym, że w dzieciństwie chorowałam, zaakceptowałam swoje ciało, zrozumiałam też jak ciężko było moim rodzicom a najważniejsze zrozumiałam jak wielka jest Matka Boska za wstawiennictwem, której wyzdrowiałam.
Oczywiście nie zawsze jest różowo. Nie do końca świadomie ale swego czasu z fitnessu potrafiłam zrobić sobie bożka. Wszystko szło świetnie, po pracy tylko ćwiczyłam, zaniedbałam znajomych, rodzinę no i Pan Bóg zadziałał 🙂 . Nabawiłam się bardzo poważnej kontuzji kostki, na tyle poważnej, że nie jestem w 100% sprawna. Ale ważniejsze, że dzięki kontuzji zmuszona byłam chodzić po lekarzach a następnie na miesiące rehabilitacji dzięki czemu przełamałam swoje bariery w kontaktach z drugim człowiekiem. Zrozumiałam też czym stał się dla mnie fitness. Bóg jest w swym działaniu wielki. Korzyści z tego wypadku znacznie przewyższyły te negatywne skutki.
No i w końcu zapisałam się na rekolekcje REO. Decyzja ta była trochę spontaniczna i wahałam się czy to dla mnie ale kto nie ryzykuje ….
W czasie rekolekcji zaczęłam powoli zdawać sobie sprawę co zaczęło się zmieniać w moim życiu od czasu wizyty ojców Enrique i Antonello.
Kropkę nad „i” postawiła Modlitwa o Odrodzenie w Duchu Świętym na zakończenie rekolekcji. W czasie modlitwy powiedziano mi, że mam dar pobożności oraz dano fragment Psalmu 11, 1-5.
Wszystko ułożyło się w całość.
Oczywiście życie nie jest usłane różami i bywa trudno, nie wszystko układa się tak jak bym chciała ale wiem, że warto w  codzienności widzieć te „małe cuda”, które Pan Bóg działa w naszym życiu a z sytuacji pozornie beznadziejnej wyciągać jak najwięcej pozytywów. Bo nic nie dzieje się bez przyczyny a Pan Bóg naprawdę jest WIELKI.
Amen

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.